wtorek, 31 lipca 2012

503 www.dzieci-boga-granic.mylog.pl

Cześć wszystkim!
Na początku serdecznie pragnę przeprosić autorkę za zwłokę, ale miałam zupełnie niespodziewany wyjazd na wakacje – w środę wieczorem dowiedziałam się o nim, w piątek byłam już w autobusie.


Portal jest mi znany – swego czasu przez kilka miesięcy prowadziłam tam ze znajomą, na jej prośbę, ocenialnię. Niestety nie są mi bliżej znane tajniki posługiwania się tym serwisem w zakresie tworzenia szablonów, dlatego z góry przepraszam – moim zadaniem będzie głównie skupić się na treści, ale chyba na tym zależy autorce przede wszystkim, ponieważ opowiadanie jest zakończone. W związku z powyższym pragnę także nadmienić, że nie poświęcę szczególnej uwagi błędom rzeczowym, interpunkcyjnym, czy stylistycznym; oczywiście, jeżeli coś będzie wymagać poprawy nie omieszkam tego nadmienić.

Adres na początku nieszczególnie do mnie przemawiał, ale im dłużej na niego spoglądam, tym bardziej mi się podoba. Co dla mnie istotne – jest po polsku, trójczłonowy, a więc łatwy do zapamiętania, intrygujący i tajemniczy. Nie wiem, czego się spodziewać i bardzo to sobie chwalę.
Na belce i nagłówku napis wprost powtarzający adres, ale jak już wspominałam w tej materii nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Słowo „boga” pisane właśnie w ten sposób sugeruje, że na pewno nie powinnam doszukiwać się tutaj wątków chrześcijańskich – czyżby wobec tego fantastyka? Mam ogromną nadzieję!
Kolorystyka niezmiernie przypadła mi do gustu – lubię beże i brązy, a głównie na nich opiera się twój pomysł na wystrój bloga. Mężczyzna przypominają mi odrobinę Tatarów z filmów ekranizujących powieści Sienkiewicza. Nauczona doświadczeniem zjeżdżam na dół strony. Nie znam tego obrazu, ale cieszę się, że prawa autorskie mają u ciebie, jak u Pana Boga za piecem – przy okazji zauważyłam długość rozdziału i powiem szczerze, że wręcz drżę. Z niecierpliwości, rzecz jasna. Czcionka jak na mój gust odrobinę za mała – się jest tym krótkowidzem – ale od czegóż mamy niezawodny duet Ctrl i „+”?

Pozwolę sobie poszperać po podstronach – są całe trzy. „O autorce” jest dowcipne a jednocześnie poważne. Znalazłam tutaj chyba wszystko, co mogłoby mnie interesować. Ostatnio mam dziwny magnes do odwiedzania blogów ludzi z mojego rodzinnego miasta i tak jest również w tym wypadku. Jedyną uwagą jest to, że słowo „włóczyć” piszemy używając „ó”. Pozwoliłam sobie zajrzeć na Twój livejournal gdzie moją uwagę przyciągnął szczególnie post tytułem „Książki w roku 2012” – szukałam tam znanych mi tytułów i muszę przyznać, że to imponująca lista, a jedyne, co znajome w niej dla mnie, to „Ruchomy zamek Hauru” i trylogia S. Collins. Z premedytacją zerkam najpierw na linki, potem zaś przechodzę to podstrony „O opowiadaniu”. Mam ochotę pędzić wprost w objęcia pierwszych części tekstu, ale postanawiam przesłuchać oba utwory, które tutaj zawarłaś i bynajmniej się nie rozczarowuję – są po prostu świetne.

Zabieram się za treść. Rozdziałów jest dwadzieścia i szczerze mówiąc, to bardzo chciałabym przeczytać wszystkie i postaram się to zrobić, chociaż nie wiem, czy podołam. Jabłuszko, kompocik i jedziemy.
Zauważyłam kilka literówek i jedno czy dwa powtórzenia, ale pod tym względem tekst jest dobry. Zdania są często wielokrotnie złożone i czasami mam problem, żeby się zorientować, która część czego dotyczy – tak nie powinno być. Historia sama w sobie intrygująca, choć zdziwił mnie szczerze brak reakcji na podstęp z pyłem, który zastosował Kekhart – może dlatego, że nie wspomniałaś w ogóle o regułach takiej walki – wydaje mi się, że mimo młodego wieku powinien on je znać, a przede wszystkim powinnaś je przedstawić czytelnikom. Vardena co prawda nie znam jeszcze na tyle, by się o nim wypowiadać, ale jest kandydatem do kategorii obiecujący bohater. Zdecydowanie natomiast nie przepadam za tą, której przyszło razem z nimi przechodzić rytuał dojrzałości. Takhir od razu stał się moim ulubieńcem i szczerze mówiąc nie trudno jest się zorientować, że to Kekhartowi postanowiłaś w tym opowiadaniu powierzyć główną rolę. Podoba mi się sposób w jaki przemycasz do fabuły kulturę orków, zwyczaje, tradycje i spojrzenie młodej osoby vel. młodego orka na to wszystko. Czytając o rytuałach zastanawiałam się, czy czytałaś może cykl Terry’ego Goodkinda, ale podobieństwa są nikłe. Och. Ork homoseksualista. Muszę przyznać, że podbiłaś tym moje serce, jakkolwiek by to nie brzmiało. Zresztą sama ta rozmowa była dla mnie nadzwyczaj zabawna. Nie, żebym wcześniej nie podejrzewała, że coś takiego wyjdzie – Takhir jest wprost idealnym kandydatem na „chłopaka” w tym wypadku. O! Patrzcie – działa! Na szczęście Vardan zachował się jak na człowieka przystało. 
Wróć! Jak na orka przystało. 
Podobała mi się dynamiczna scena w namiocie i to, że chłopak właśnie tam się udał po upokorzeniu. Dalej widuję literówki i powtórzenia, chociaż nieliczne. Mam jednak wrażenie, że młody ork jest osobą zbyt... społeczną by przystać na życie z szamanem, ale o tym każą mi się przekonać kolejne rozdziały. Przez to jak obecnie prezentuje się Takhir mam dla niego coraz mniej serca, a jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, że był takim od samego początku – zawiłości psychiki. W tym wypadku raczej mojej niż jego; lubię widzieć postacie takimi, jakimi sama chciałabym je stworzyć. W jego miejsce natomiast automatycznie wskoczyła Larha; silna, odważna, z przeszłością i pełna dumy mimo utraty honoru. Podziwiam ją i momentalnie lubię. Akcja rozwija się piorunująco szybko – przestałam się dziwić ilości rozdziałów jak na opowiadanie sygnowane jako zakończone. 
Pojawił się Arthan, w międzyczasie przeskoczyliśmy naprzód jakieś trzy – cztery lata. Ciekawe, co się przez ten czas działo z Takhirem; nie, jeszcze go nie zapomniałam. Mieszaniec powiadasz? No dobrze, przełknęłam go i mam wrażenie, że to on będzie owym poszukiwanym bohaterem vel. Wielkim Złym. Ale stawiam na pierwsze.
Mam przedziwne wrażenie, że jestem jasnowidzem. Ledwo wspomniałam o Czarnym Szamanie, a on już pojawia się w życiu orka ponownie. Swoją drogą w karczmie Kekhart był odrobinę nadpobudliwy jak na mój gust. Czerwonooki jeździec niezwykle mnie zaintrygował, wygląda na to, że pojawiła się nam kolejna postać będąca puzzlem twojej układanki.
Na szczęście zaczęłam rozumieć adres – jakoś dopiero teraz przyszło mi do głowy, żeby o tym napisać. Podoba mi się – niesamowicie mi się podoba, ale pozwolę sobie zostawić moje obecne przemyślenia na ten temat na koniec, do podsumowania. 
W jakiś sposób dobrze jest wiedzieć, że nastawienie plemion względem Kekharta nie uległo zmianie ani o jotę. Scena z chaty szamana była bardzo chaotyczna i chyba głównie w tym był jej urok – nie mogę się doczekać rozwinięcia tematów wizji zakreślonych w widzeniu młodego orka - to wyraźnie (przynajmniej dla mnie) znamionuje, że okutany jeździec będzie Władcą. Wspominałam już może, że przemawia do mnie pomysł budowania plemienia złożonego z wygnańców? Pojawił się kolejny bohater i mam nadzieję, że to będzie w tej grupie ostatni. Sześć to dobra liczba – zaliczam tu także Takhira. Piękna opowieść chłopaka z Krukorłów i cieszy mnie niespodziewany – także dla mnie – powrót szamana. Początek właściwej akcji, jak mam wrażenie. Cieszę się z powrotu Hurik, szczerze powiedziawszy miałam na to nadzieję, bo ona jedyna wydawała mi się na tyle zaprzyjaźniona z Kekhartem, by mimo wszystko go nie odrzucić i tak właśnie się stało. Pojawił się Rijesh, mój czerwonooki ulubieniec – w dodatku w roli wybitnie mnie satysfakcjonującej, bo obiecującej nowe perspektywy dla naszych bohaterów. Nie wiedzieć czemu od początku myślałam, że Hurik będzie chciała się związać z Vardenem; to wydawało mi się absolutnie właściwe, ale nie znam jeszcze jego reakcji, więc z tym poczekajmy. Z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić, że odmawia! Tak też się dzieje. Wynik potyczki między smokami jest od początku mi znany – trudno go nie przewidzieć.
O ile lubiłam Takhira na początku, to im dalej brnę w tekst tym bardziej jego postać mnie irytuje. Taki rodzaj zapychacza. Wszyscy siedzą i nic nie robią, dopóki nie zjawi się Czarny Szaman i nie wskaże co powinni robić/zaciągnie ich za sobą na wyprawę. Kekhart jest tak absolutnie przeźroczysty, że aż mnie to przeraża. Jedyną rzeczą, która go wyróżnia jest powód wykluczenia z plemienia – pozostali jego towarzysze mają w sobie tajemnicę, niewyjaśnione porachunki z przeszłości, czy chociażby nieustępliwy charakter czy humor. Org jest po prostu przeźroczysty. Chłonie to, co wokół niego i dostosowuje się do realiów – nagina się do świata, buja niczym trzcina na wietrze miast stać twardo jak drzewo. Zdumiewa mnie to; rozumiem, że nie jest typowym przedstawicielem swojej rasy, ale tak na prawdę tylko powód jego wykluczenia był tym, co stawiało granicę – nic poza tym, a przynajmniej nic, co zdołałam dostrzec. Rijeshowi wszystko przychodzi zbyt łatwo, tak naprawdę miernym kosztem – cóż to za tyran bez krzty tyranii? Nie wszystkie plemiona złożyły mu hołd – ciekawa jestem, czy jakkolwiek wpłynie to na ich stosunki z koganem. Wreszcie : to, że oni przynależą. Chyba największe rozczarowanie, jakie mnie spotkało. Przynajmniej sprawy pomiędzy głównymi bohaterami wyjaśniły się mniej lub bardziej – to akurat mnie cieszy. Zdobywanie Dalli było całkiem znośnie – chociaż zbyt mało szczegółów. Pieśń na końcu rozdziału do zniesienia, ale jeśli chodzi o rytmikę, to kuleje i to znacznie. Przykro mi z powodu Larhy – jest chyba jedyną z Twoich postaci, do której utrzymuje się we mnie stała sympatia. 
Zastanawia mnie głęboko ostrzeżenie na końcu, ale jestem oceniającą i taki mój żywot – zresztą do końca jeszcze tylko kilka rozdziałów i żal byłoby w tym momencie przerwać. Dla mnie osobiście pierwszy z tej dwójki wcale nie był szokujący. Może zbyt wiele rzeczy czytałam, by się tym na tyle przejąć. Owszem, Kekhart popełnił błąd, ale nie był on niczym innym niż błędy jego kompanów, czy jego wcześniejsze przewinienia. Niczym względem zabójstwa. Ponownie żal nad Larhą, tym większy, że życie jej nie oszczędza – dużo cierpienia jak na jedną osobę. Zbyt asekuracyjnie podchodzisz do orka. Owszem, on przeżywa głęboko to, co robi, ale czy spotkało go w życiu coś naprawdę strasznego? Dawnej egzystencji nie chciałby przecież prowadzić – już by nie umiał – sam to stwierdził. Otrzymał biczowanie, ale jak stwierdził sam Takhir – było ono lekkie jak na panujące zwyczaje. Upokorzył Murada, zgadzam się, ale jedynym, co będzie go dręczyć są wyrzuty sumienia; znając życie jego szaman i tak mu wybaczy. Taryfa ulgowa wobec orka wcale mi się nie podoba, ale taki jest chyba los głównych bohaterów, chociaż trzeba przyznać, że nie wszystkich. Wydaje mi się, czy wcześniej wspominałam coś o możliwości buntu niezaprzysiężonych plemion? No i mamy. Szczerze mówiąc coraz bardziej się boję o akcję, bo pozostały mi tylko dwa rozdziały. 
Nie, nie nie. Nie podoba mi się to, jak przychylni w stosunku do Kekharta byli jego dawni współplemieńcy. Ja rozumiem niewolę i wszystko inne, ale jednak miałam nadzieję, że będziesz podtrzymywała motyw wygnaństwa absolutnego – ponownie się rozczarowałam w tym względzie. Niestety nie podoba mi się też sielanka, która nastąpiła w relacjach orka z jego szamanem. Przełknę, ale za dużo tu na mój gust słodyczy. 
Czeka na mnie ostatni rozdział – zobaczymy w jaki sposób udało Ci się zakończyć tę historię. Jedna ważna uwaga :  „morale” to rzeczownik w liczbie mnogiej! Nie pojedynczej. Kilkakrotnie popełniałaś ten błąd. Czekałam na śmierć Larhy i się jej niestety doczekałam. Tak jak podejrzewałam z Varienem poszło Arthenowi zaskakująco łatwo – wręcz zbyt łatwo. Swoją drogą, jak na tak odmienne kultury dziwne jest podobieństwo imion byłego męża chana Przyciętych Uszu i elfickiego księcia. Nie pasowało mi imię Vardena od samego początku. Bohater, nieprawdaż?
Powiem Ci, że za zakończenie jestem gotowa wybaczyć Ci część wcześniejszych niedociągnięć. Schematyczne, bo ginie główny bohater, ale jednak ładne. Naprawdę ładne. Pozostawia w niepewności. Za mało w nim było dla mnie opisów uczuć, ale do tego w twoim wypadku zdążyłam się już przyzwyczaić. Sądzę, że czas podsumować.

Tym, co mnie boli w Twoim opowiadaniu jest przewidywalność. Przykro mi, ale przez całe dwadzieścia rozdziałów zaskoczona byłam tylko raz, może dwa. Po dłuższym zastanowieniu skłaniam się jednak ku ostatniej opcji. Drugim minusem jest prędkość posuwania się naprzód akcji – wiele wątków wydaje mi się potraktowanych równie przedmiotowo, jak to czynili z ludźmi członkowie gangu z Urhan, do którego przystali Kekhart i Larha. Są niedopracowane, ledwie zarysowane, muśnięte i pozostawiają duży niedosyt. Brakuje mi opisów – niby rozdziały są obszerne i nie brakuje w nich wielowątkowości, ale właśnie ta cecha jest ich główną. Nie czułam, żebym na tyle poznała któregoś z bohaterów, żeby przejmować się dogłębnie jego losem. Tak, jak oglądanie przez szybę, przewijanie filmu oglądając jedynie urywkowe kadry. Mało jest przeżyć wewnętrznych bohaterów – szkoda, bo według mnie to jedna z ważniejszych części pisarskiego kunsztu. Wszystko to wydaje się być wyrzucone z siebie i zapisane tak po prostu, a następnie pozostawione, by żyło własnym życiem. Mnie to nie satysfakcjonuje. Owszem, sama historia jest dość ciekawa, ale jak już wspominałam bohaterowie postępują na tyle schematycznie, że trudno dać się porwać akcji. Niektóre zdania są niedokończone, urwane w połowie.
Opowieść sama w sobie ma potencjał, chociaż nie zaliczyłabym jej do najlepszych jakie czytałam. Oryginalność mieści się głównie w tym, że rasą przewodnią są tutaj orkowie. Nie do końca podobało mi się skakanie z pierwszoosobowej do trzecioosobowej narracji, ale nie było aż tak rażące, żeby mi przeszkadzać. Czasem miałam problem z przełknięciem szyku przestawnego i konstrukcji zdań w dialogach, a już zdecydowanie nie podobało mi się używanie współczesnych wulgaryzmów – po prostu psuły mi cały efekt. Nie brak Ci pomysłu i umiejętności, chociaż – ponownie – radziłabym sprawdzić tekst pod kątem powtórzeń, literówek i przecinków, co prawda tych ostatnich błędów jest mniej, ale są. Żadnych nie ma na tyle, żeby je wymieniać.

Otrzymujesz ocenę Powyżej Oczekiwań. Jak dla mnie z małym minusem, bo było zbyt przewidywalnie, niemniej jednak przyjemnie się czytało. Dziękuję Ci za tę lekturę i życzę powodzenia w dalszej pisarskiej karierze, bo z tego co przeczytałam masz takie plany.

2 komentarze:

  1. Udało Ci się! ;D Gratuluję <3
    Ja na daną chwilę jestem na rozdziale 27 z 45, ale mimo wszystko trzymam za siebie kciuki ^ ^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też trzymam! Ambitnie moja droga, ambitnie!

      Usuń

Obserwatorzy